sie 27, 2026
Osobista opowieść o miłości i bliskości od 11 września w kinach.
Zaledwie dwa tygodnie dzielą widzów od premiery „Dnia dziecka księdza Jana Kaczkowskiego” – pełnometrażowego dokumentu w reżyserii Artura Wierzbickiego, który już 11 września 2026 roku wejdzie do kin w całej Polsce. Trwający 76 minut obraz to pierwszy tak intymny portret jednego z najbardziej charyzmatycznych duchownych współczesnej Polski – zbudowany z niepublikowanych dotąd archiwaliów, prywatnych nagrań, zdjęć i głosu samego księdza Jana.
Zwiastun filmu można obejrzeć TUTAJ.
Ks. Jan Kaczkowski urodził się 19 lipca 1977 r. w Gdyni. Od najmłodszych lat wyróżniał się wrażliwością i ciekawością świata, a jego dzieciństwo upływało w duchu otwartości i uważności na drugiego człowieka. Przez większość życia mieszkał i uczył się w Sopocie. To właśnie w tym nadmorskim mieście kształtował swoje spojrzenie na życie, pełne ciepła, ale też świadomości jego kruchości i przemijania.

„Dzień dziecka księdza Jana Kaczkowskiego” powstał z setek odnalezionych archiwaliów – materiałów telewizyjnych, radiowych, prywatnych nagrań i fotografii, które po raz pierwszy zostały połączone w jedną, spójną opowieść. Z nich wyłania się Jan Kaczkowski, jakiego rzadko mieliśmy okazję zobaczyć: syn, przyjaciel i kapłan, którego niezwykła wrażliwość rodziła się z bliskości i otwartości na drugiego człowieka. Retrospekcje zostały wzbogacone o animacje wykorzystujące dziecięce rysunki małego Jasia, dzięki czemu wspomnienia zyskują dodatkowy, osobisty wymiar. Istotną rolę odgrywają również przejmujące fotografie Damiana Kramskiego, który dzięki przyjaźni z Janem miał dostęp do wielu intymnych momentów jego życia.
O tym, jak osobistym doświadczeniem stało się powstawanie filmu dla najbliższych ks. Jana, opowiada jego brat Filip Kaczkowski.
– Naszemu ojcu, Ziukowi Kaczkowskiemu, bardzo zależało, aby powstał film dokumentalny o Janie. Chciał, żeby ludzie mogli zobaczyć jego syna z niezwykłym poczuciem humoru i sposobem, w jaki patrzył na drugiego człowieka. Ziuk zdążył obejrzeć film dwa miesiące przed swoim odejściem i zobaczyć, jak bardzo porusza ludzi. Dla mnie jako brata Jana, ten film jest bardzo osobistym doświadczeniem. Zawiera nagrania, których wcześniej nie znałem. Jan żegna się w nich z nami i mówi słowa, których nigdy wcześniej nie słyszeliśmy. Film pokazuje mojego brata takim, jakim go pamiętamy, ale też odpowiada na pytanie: skąd się taki Jan wziął? Jest w nim nasz dom, rodzice, wartości i historia Polski, w której budowaniu tata aktywnie uczestniczył i która była częścią naszego dzieciństwa. Ci, którzy Jana znali, mogą spotkać go jeszcze raz. A ci, którzy znają go z książek, mediów czy filmu „Johnny”, dowiedzą się o nim jeszcze więcej.
Choć dokument dotyka także tych trudnych tematów: choroby i śmierci, nie jest on opowieścią o odchodzeniu. To przede wszystkim historia o miłości do drugiego człowieka, rodziny i Boga oraz o zachowaniu człowieczeństwa nawet wtedy, gdy życie stawia przed nami najtrudniejsze próby.
Za kamerą, scenariuszem i montażem filmu stoi Artur Wierzbicki – operator obrazu i dokumentalista, absolwent Camerimage Film School w Toruniu oraz Szkoły Filmowej w Łodzi, twórca nagradzanych filmów takich jak „Deptak”, „Marzenia wrestlera” czy „Bez kurtyny”.
Produkcja: Wierzba Film.
Koprodukcja: Telewizja Polska, Mazowiecki Instytut Kultury, Mazowiecki i Warszawski Fundusz Filmowy
Współfinansowanie: Polski Instytut Sztuki Filmowej, m.st. Warszawa, województwo mazowieckie
Dystrybucja: TVP Dystrybucja Kinowa.
Więcej szczegółów o filmie oraz treści do pobrania TUTAJ.
maj 21, 2026
Są ludzie, którzy nie pytają, czy się da. Po prostu działają. Pomagają, zauważają drugiego człowieka, zmieniają świat pomagając innym – czasem cicho, bez rozgłosu, ale zawsze z ogromną siłą. To właśnie dla nich powstała nagroda „Okulary ks. Kaczkowskiego – Nie widzę przeszkód”.
W symbolicznym roku 10. rocznicy śmierci ks. Jana Kaczkowskiego organizatorzy ponownie zapraszają do zgłaszania osób, które – podobnie jak on – nie widzą przeszkód, by pomagać innym.
Laureat lub Laureatka otrzyma statuetkę oraz 50 tys. zł ufundowane przez szwajcarską klinikę Bellevue Medical Group. Organizatorami nagrody są Fundacja im. ks. Jana Kaczkowskiego, Miasto Sopot, Marszałek Województwa Pomorskiego, Miasto Puck.
– Ta nagroda jest czymś znacznie więcej niż wyróżnieniem. To forma wdzięczności dla ludzi, którzy każdego dnia robią dobro, choć często nikt o tym nie wie. Jan zawsze powtarzał, że nie można czekać na idealne warunki, żeby pomagać. Trzeba po prostu być obok drugiego człowieka. I właśnie takich osób szukamy – mówi Magdalena Sekuła, siostra ks. Jana Kaczkowskiego i członkini Kapituły Konkursu.
Każda edycja nagrody przynosi dziesiątki poruszających historii i pokazuje, jak wielu ludzi codziennie pomaga innym z niezwykłą empatią, odwagą i czułością.
– To niezwykłe widzieć, ilu ludzi w Polsce działa z potrzeby serca. W tym szczególnym roku – dziesięć lat po śmierci ks. Jana – jeszcze mocniej czujemy, że jego sposób patrzenia na świat żyje w innych ludziach. Tą nagrodą chcemy ich docenić i powiedzieć: „to, co robicie, ma ogromny sens” – mówi Anna Specjał, członkini zarządu Fundacji im. ks. Jana Kaczkowskiego.
Do nagrody można zgłaszać organizacje oraz osoby działające społecznie, pomagające lokalnym społecznościom, wspierające osoby chore, wykluczone, słabsze, potrzebujące – wszystkich tych, którzy swoją postawą pokazują, że dobro naprawdę zmienia świat.
Termin nadsyłania zgłoszeń mija 30 czerwca 2026 roku.
Formularz zgłoszeniowy dostępny jest pod adresem:
https://fundacjakaczkowskiego.org/zglos-kandydata/
Więcej informacji o nagrodzie:
https://fundacjakaczkowskiego.org/nagroda
kwi 3, 2026
28 marca minęła dekada, odkąd Jana nie ma fizycznie wśród nas. Z tej okazji redakcja „Halo Tu Polsat” przygotowała wyjątkowy reportaż, który pozwala nam raz jeszcze spojrzeć na Jana nie tylko jako na postać publiczną, ale przede wszystkim jako brata, przyjaciela i człowieka o niezwykłej uważności.
W materiale Kamili Ryciak poznajemy Jana, jakiego znali tylko najbliżsi. Magda Sekuła wspomina wspólne dorastanie w jednym pokoju i niezwykłą więź, która mimo upływu lat wcale nie słabnie. Choć od dziecka zmagał się z problemami zdrowotnymi i słabym wzrokiem, Jan nigdy nie pozwalał, by ograniczenia definiowały jego świat. Wręcz przeciwnie – chłonął go z podwójną siłą, od medycyny po historie kryminalne, zawsze zadając trafne pytania.
Lekkość, humor i „małe momenty”
Bliscy i znajomi z czasów seminaryjnych rysują obraz człowieka pełnego lekkości i dystansu. Jan potrafił prowokować, żartować i celnie punktować rzeczywistość, ale pod tą warstwą humoru kryła się głęboka filozofia codzienności. Wierzył, że fundamentem szczęścia są proste chwile: spotkania przy stole i rozmowy, które budują autentyczne relacje.
Spotkanie, które ratuje życie
Najbardziej poruszającym elementem reportażu jest świadectwo Patryka Galewskiego, którego życie zmieniło się właśnie dzięki spotkaniu z Janem.
„Wiem, że gdyby wtedy mówił do mnie inaczej, po prostu bym go ominął. On wszedł w mój świat i dzięki temu mnie uratował” – wspomina Patryk.
To właśnie była największa siła ks. Jana: umiejętność wejścia w świat drugiego człowieka bez oceniania, z pełną akceptacją i miłością.
Zapraszamy do obejrzenia materiału
Choć czasu nie da się cofnąć, to, co Jan po sobie zostawił, wciąż realnie zmienia życie wielu z nas. Zachęcamy Państwa do obejrzenia tego wzruszającego wspomnienia, które przypomina, dlaczego dziedzictwo Fundacji jest tak ważne.
https://halotu.polsat.pl/artykuly-wideo/video-poruszajace-wspomnienia-bliskich-o-ksiedzu-janie-kaczkowskim,nId,23320122

mar 30, 2026
Gdyby Jan Kaczkowski był tu z nami, pewnie z charakterystycznym dystansem skomentowałby zamieszanie wokół swojej osoby. Jednak 10. rocznica jego odejścia to okazja, której nie możemy pominąć – ze względu na siłę przesłania, które po sobie zostawił. Media w całym kraju wciąż wracają do lekcji Jana o godności, uważności i bezkompromisowej prawdzie. Zobaczcie, jak dzisiaj interpretują jego dziedzictwo.
Zachęcamy do zapoznania się z zestawieniem najciekawszych publikacji, które przygotowali dziennikarze. Dziękujemy wszystkim redakcjom za pamięć i rzetelne przybliżenie postaci ks. Jana czytelnikom.
______________
Jan Hlebowicz omawia nieopublikowany doktorat słynnego duchownego w 10. rocznicę jego śmierci.
Dziś praktycznie każdy z nas zna kogoś, kto choruje, chorował bądź umarł na nowotwór. Być może kogoś z czytających czeka przejście tej choroby. Być może nawet czeka nas z powodu raka śmierć. Kimś, kto może pomóc przygotować nas na tego typu doświadczenie, jest zmarły dokładnie przed 10. laty ks. Jan Kaczkowski. [czytaj więcej>>>]

____________________
W sobotę, 28 marca o godzinie 18.00 w kościele św. Jerzego w Sopocie odprawiona zostanie msza św. w 10. rocznicę śmierci ks. Jana Kaczkowskiego. Choć od odejścia ks. Jana minęła dekada, jego dziedzictwo pozostaje żywe dzięki działaniom fundacji jego imienia. [czytaj więcej>>>]

__________________

__________________
Dekada po odejściu puckiego duchownego to już okres trzykrotnie dłuższy niż czas jego ziemskiej sławy. Ale dla wielu nadal jest wzorcem księdza i szefa hospicjum. [czytaj więcej>>>]

____________________
“Przestań odkładać życie na później — zacznij żyć już dziś” — zwykł powtarzać ks. Jan Kaczkowski. Współtwórca Puckiego Hospicjum Domowego zmarł 28 marca 2016 r. z powodu glejaka, mając zaledwie 38 lat. [czytaj więcej>>>]

________________
Swoją postawą inspirował zarówno ludzi wierzących, jak i tych, którzy z Bogiem nie mieli za wiele wspólnego. Pracował w hospicjum, pomagał ciężko chorym i podnosił na duchu umierających. Choć sam zmagał się z nowotworem, nie tracił nadziei i pogody ducha. Dziś mija 10. rocznica śmierci księdza Jana Kaczkowskiego. [czytaj więcej>>>]

“Bardzo proszę mnie pochować w sutannie, z humerałem, w albie, z cingulum i stułą na krzyż, z manipularzem, w takim ładnym, czarnym ornacie, żeby dzieci mojego rodzeństwa wiedziały, że wujek nie wyparował, nie zniknął. I że śmierć jest czymś zupełnie realnym i normalnym” — napisał Jan Kaczkowski. W sobotę, 28 marca, mija 10 lat od jego śmierci. [czytaj więcej>>>]

_______________
Mija dziesiąta rocznica śmierci Jana Kaczkowskiego, jednego z najbardziej wyrazistych duchownych ostatnich lat, bioetyka, twórcy hospicjum i człowieka, który dla wielu stał się symbolem autentyczności. [czytaj więcej>>>]
_______________
Był księdzem nietuzinkowym, łamiącym konwenanse, czasami kontrowersyjnym, ale zawsze prawdziwym. Inspiracją dla wierzących i niewierzących. [czytaj więcej>>>]

______________
Dziś mija 10. rocznica śmierci ks. Jana Kaczkowskiego. Charyzmatycznego duchownego, bioetyka i jednego z założycieli oraz dyrektora Hospicjum Domowego w Pucku. Ks. Kaczkowski, mimo śmiertelnej choroby, do końca pozostał wierny swoim ideałom i oddany chorym, którymi zajmował się w puckim ośrodku. Zmarł w wieku 38 lat. [czytaj więcej>>>]

__________________
W dziesiątą rocznicę śmierci ks. Jana Kaczkowskiego warto przypomnieć, że jego misja nie kończyła się na hospicjum. Był duszpasterzem „pogranicza” – człowiekiem, który z uporem i autentycznością wchodził w świat młodych, często pogubionych i zbuntowanych. [czytaj więcej>>>]

mar 28, 2026
Ale to, co zaczął nadal się dzieje
28 marca 2026 roku mija 10 lat od śmierci ks. Jana Kaczkowskiego. Dziesięć lat — a jednak trudno mówić o nieobecności. Bo są ludzie, którzy odchodzą i są tacy, których obecność z czasem staje się jeszcze bardziej widoczna. Jan należy do tych drugich. Nie dlatego, że się o nim pamięta, ale dlatego, że to, co robił, wciąż się dzieje.
Człowiek, który widział więcej
W świecie, który działa szybko i powierzchownie, Jan zatrzymywał się przy człowieku. Nie przy jego historii zapisanej w dokumentach, nie przy jego błędach, nie przy etykietach. Przy nim.
Miał rzadką umiejętność: widział człowieka tam, gdzie inni widzieli problem. Widział szansę tam, gdzie inni widzieli koniec. Nie romantyzował i nie idealizował. Po prostu brał człowieka na serio. Pytał: „Co u Ciebie?” I zostawał na tyle długo, żeby usłyszeć odpowiedź Dla wielu był pierwszą osobą, która naprawdę słuchała.
Jedno spotkanie, które zmienia życie
Tak było w przypadku Patryka Galewskiego. Chłopak z trudną historią, skreślony przez system i przez ludzi. Jan zobaczył w nim CZŁOWIEKA – coś, czego inni nie chcieli zobaczyć.
Nie tylko dał mu szansę, ale też odpowiedzialność, zaufanie i obecność. Dziś Patryk jest mężem, ojcem i człowiekiem, który sam daje drugą szansę innym. „Ja jestem beneficjentem Jana. Gdyby nie on, nie byłoby mnie tu, gdzie jestem dzisiaj.” – mówi Patryk Galewski
Ta historia nie jest wyjątkiem. Jest zasadą. Bo Jan powtarzał: “Dyziu, takich cudów nie ma . Nikt nie rodzi się zły. Wszyscy rodzimy się jako niewinne dzieci…”
Śmierć, która nie zatrzymała działania
Kiedy w 2016 roku Jan umarł, wiele osób zadało sobie pytanie: co dalej? Rodzina nie miała wątpliwości – Jan nie chciałby pomników, czci, nie chciałby wspomnień, które niczego nie zmieniają. Chciałby działania.
W 2017 roku powstała Fundacja jego imienia — założona przez najbliższych, współtworzona przez ludzi, którzy wiedzieli, że jego historia nie może się skończyć na dacie śmierci. Jak mówi jego siostra, Magdalena Sekuła: „Najważniejsze było dla nas jedno: żeby to, co Jan robił, nie zatrzymało się razem z nim.”
Fundatorami są jego rodzice – dziś bardzo obecni w życiu fundacji, zaangażowani, dumni.
Bo widzą, że pamięć o ich synu nie jest zatrzymana w przeszłości — ona pracuje.
Fundacja: pamięć, która działa
Dziś Fundacja nie zajmuje się wspominaniem – zajmuje się człowiekiem. Tym młodym, pogubionym, często wykluczonym. Jej działania nie są przypadkowe — wyrastają wprost z tego, jak pracował Jan. Z jego sposobu myślenia, jego odwagi i wartości.
Jak mówi prezes Fundacji, Małgorzata Regosz-Kaczkowska: „Fundacja powstała po to, żeby robić rzeczy, które Jan robiłby, gdyby żył.”
To zdanie nie jest deklaracją. Jest codzienną decyzją.
Projekt PAKA: tam, gdzie nikt nie patrzy
Jednym z najmocniejszych przykładów tej filozofii jest Projekt PAKA. To program dla chłopaków z zakładów poprawczych — miejsc, do których rzadko zagląda nadzieja. System uczy ich przetrwania, rzadziej — życia.
PAKA robi coś innego. Daje im czas, którego nikt wcześniej im nie dał. Uwagę, której nie znali. I ludzi, którzy nie widzą w nich wyroku, tylko potencjał. To praca psychologów, warsztaty, rozmowy — ale przede wszystkim relacja. Przygotowanie do życia, które dopiero ma się wydarzyć.
Po filmie „Johnny” do Fundacji dołączył Patryk Galewski. Dziś jeździ do poprawczaków w całej Polsce. Chłopcy chcą rozmawiać właśnie z nim. Bo jest prawdziwy, nie opowiada historii z zewnątrz, jest dowodem na to, że można inaczej.
W jednym z poprawczaków powstał mural z wizerunkiem Jana — z inicjatywy samych chłopaków. Nie dlatego, że ktoś im kazał. Dlatego, że ktoś ich kiedyś zobaczył.
Edukacja, która uczy bycia człowiekiem
Drugim filarem działań Fundacji jest edukacja. Ale nie ta, którą mierzy się testami. Jan od początku wiedział, że szkoła nie może kończyć się na wiedzy, a musi uczyć życia. Dlatego dziś Fundacja rozwija Akademię – przestrzeń, w której młodzi ludzie uczą się rzeczy, które stają się kompetencjami przyszłości: jak rozmawiać, słuchać, budować dobre relacje.
W czasach, w których wszystko można sprawdzić w kilka sekund, najtrudniejsze staje się to, co najprostsze: bycie z drugim człowiekiem. Podczas warsztatów młodzi ludzie uczą się patrzeć sobie w oczy, zadawać pytania, być uważnym. A potem robią coś jeszcze prostszego — wspólnie gotują i jedzą. Bo relacje nie powstają na slajdach. Powstają przy stole. Jan Kaczkowski mówił, że “czas jest najcenniejszą rzeczą, jaką możemy dać drugiemu człowiekowi”. W świecie, który ciągle przyspiesza — to zdanie staje się coraz bardziej radykalne.
Dlaczego to robimy?
Bo tak robił ks. Jan Kaczkowski. Dziś wiemy, że jedno spotkanie może zmienić czyjeś życie. Rozumiemy, że gdyby Jan żył, robiłby dokładnie to samo: szedłby do ludzi, szczególnie tam, gdzie inni nie chcą iść – do młodych, pogubionych, skreślonych.
10 lat później – to dopiero początek
Ks. Jana Kaczkowskiego nie ma z nami od dekady, ale jego sposób patrzenia na człowieka nie zniknął. Co więcej – rozprzestrzenił się. Jest obecny w historiach ludzi, w decyzjach, które podejmują, w życiu tych, którzy dostali drugą szansę — i teraz dają ją dalej. To nie jest tylko pamięć. To żywe świadectwo.
Dziesięć lat temu coś się skończyło, ale wtedy też zaczęło się coś, czego skali nikt nie był w stanie przewidzieć. Dziś Fundacja niesie dalej to, co Jan rozpoczął — nie jako obowiązek, ale jako odpowiedzialność.
Są historie, które nie należą do przeszłości – one domagają się dalszego ciągu. Historia Jana Kaczkowskiego jest jedną z nich.
I dzieje się dalej.
Każdego dnia.
