mar 30, 2026
Gdyby Jan Kaczkowski był tu z nami, pewnie z charakterystycznym dystansem skomentowałby zamieszanie wokół swojej osoby. Jednak 10. rocznica jego odejścia to okazja, której nie możemy pominąć – ze względu na siłę przesłania, które po sobie zostawił. Media w całym kraju wciąż wracają do lekcji Jana o godności, uważności i bezkompromisowej prawdzie. Zobaczcie, jak dzisiaj interpretują jego dziedzictwo.
Zachęcamy do zapoznania się z zestawieniem najciekawszych publikacji, które przygotowali dziennikarze. Dziękujemy wszystkim redakcjom za pamięć i rzetelne przybliżenie postaci ks. Jana czytelnikom.
______________
Jan Hlebowicz omawia nieopublikowany doktorat słynnego duchownego w 10. rocznicę jego śmierci.
Dziś praktycznie każdy z nas zna kogoś, kto choruje, chorował bądź umarł na nowotwór. Być może kogoś z czytających czeka przejście tej choroby. Być może nawet czeka nas z powodu raka śmierć. Kimś, kto może pomóc przygotować nas na tego typu doświadczenie, jest zmarły dokładnie przed 10. laty ks. Jan Kaczkowski. [czytaj więcej>>>]

____________________
W sobotę, 28 marca o godzinie 18.00 w kościele św. Jerzego w Sopocie odprawiona zostanie msza św. w 10. rocznicę śmierci ks. Jana Kaczkowskiego. Choć od odejścia ks. Jana minęła dekada, jego dziedzictwo pozostaje żywe dzięki działaniom fundacji jego imienia. [czytaj więcej>>>]

__________________

__________________
Dekada po odejściu puckiego duchownego to już okres trzykrotnie dłuższy niż czas jego ziemskiej sławy. Ale dla wielu nadal jest wzorcem księdza i szefa hospicjum. [czytaj więcej>>>]

____________________
“Przestań odkładać życie na później — zacznij żyć już dziś” — zwykł powtarzać ks. Jan Kaczkowski. Współtwórca Puckiego Hospicjum Domowego zmarł 28 marca 2016 r. z powodu glejaka, mając zaledwie 38 lat. [czytaj więcej>>>]

________________
Swoją postawą inspirował zarówno ludzi wierzących, jak i tych, którzy z Bogiem nie mieli za wiele wspólnego. Pracował w hospicjum, pomagał ciężko chorym i podnosił na duchu umierających. Choć sam zmagał się z nowotworem, nie tracił nadziei i pogody ducha. Dziś mija 10. rocznica śmierci księdza Jana Kaczkowskiego. [czytaj więcej>>>]

“Bardzo proszę mnie pochować w sutannie, z humerałem, w albie, z cingulum i stułą na krzyż, z manipularzem, w takim ładnym, czarnym ornacie, żeby dzieci mojego rodzeństwa wiedziały, że wujek nie wyparował, nie zniknął. I że śmierć jest czymś zupełnie realnym i normalnym” — napisał Jan Kaczkowski. W sobotę, 28 marca, mija 10 lat od jego śmierci. [czytaj więcej>>>]

_______________
Mija dziesiąta rocznica śmierci Jana Kaczkowskiego, jednego z najbardziej wyrazistych duchownych ostatnich lat, bioetyka, twórcy hospicjum i człowieka, który dla wielu stał się symbolem autentyczności. [czytaj więcej>>>]
_______________
Był księdzem nietuzinkowym, łamiącym konwenanse, czasami kontrowersyjnym, ale zawsze prawdziwym. Inspiracją dla wierzących i niewierzących. [czytaj więcej>>>]

______________
Dziś mija 10. rocznica śmierci ks. Jana Kaczkowskiego. Charyzmatycznego duchownego, bioetyka i jednego z założycieli oraz dyrektora Hospicjum Domowego w Pucku. Ks. Kaczkowski, mimo śmiertelnej choroby, do końca pozostał wierny swoim ideałom i oddany chorym, którymi zajmował się w puckim ośrodku. Zmarł w wieku 38 lat. [czytaj więcej>>>]

__________________
W dziesiątą rocznicę śmierci ks. Jana Kaczkowskiego warto przypomnieć, że jego misja nie kończyła się na hospicjum. Był duszpasterzem „pogranicza” – człowiekiem, który z uporem i autentycznością wchodził w świat młodych, często pogubionych i zbuntowanych. [czytaj więcej>>>]

mar 28, 2026
Ale to, co zaczął nadal się dzieje
28 marca 2026 roku mija 10 lat od śmierci ks. Jana Kaczkowskiego. Dziesięć lat — a jednak trudno mówić o nieobecności. Bo są ludzie, którzy odchodzą i są tacy, których obecność z czasem staje się jeszcze bardziej widoczna. Jan należy do tych drugich. Nie dlatego, że się o nim pamięta, ale dlatego, że to, co robił, wciąż się dzieje.
Człowiek, który widział więcej
W świecie, który działa szybko i powierzchownie, Jan zatrzymywał się przy człowieku. Nie przy jego historii zapisanej w dokumentach, nie przy jego błędach, nie przy etykietach. Przy nim.
Miał rzadką umiejętność: widział człowieka tam, gdzie inni widzieli problem. Widział szansę tam, gdzie inni widzieli koniec. Nie romantyzował i nie idealizował. Po prostu brał człowieka na serio. Pytał: „Co u Ciebie?” I zostawał na tyle długo, żeby usłyszeć odpowiedź Dla wielu był pierwszą osobą, która naprawdę słuchała.
Jedno spotkanie, które zmienia życie
Tak było w przypadku Patryka Galewskiego. Chłopak z trudną historią, skreślony przez system i przez ludzi. Jan zobaczył w nim CZŁOWIEKA – coś, czego inni nie chcieli zobaczyć.
Nie tylko dał mu szansę, ale też odpowiedzialność, zaufanie i obecność. Dziś Patryk jest mężem, ojcem i człowiekiem, który sam daje drugą szansę innym. „Ja jestem beneficjentem Jana. Gdyby nie on, nie byłoby mnie tu, gdzie jestem dzisiaj.” – mówi Patryk Galewski
Ta historia nie jest wyjątkiem. Jest zasadą. Bo Jan powtarzał: “Dyziu, takich cudów nie ma . Nikt nie rodzi się zły. Wszyscy rodzimy się jako niewinne dzieci…”
Śmierć, która nie zatrzymała działania
Kiedy w 2016 roku Jan umarł, wiele osób zadało sobie pytanie: co dalej? Rodzina nie miała wątpliwości – Jan nie chciałby pomników, czci, nie chciałby wspomnień, które niczego nie zmieniają. Chciałby działania.
W 2017 roku powstała Fundacja jego imienia — założona przez najbliższych, współtworzona przez ludzi, którzy wiedzieli, że jego historia nie może się skończyć na dacie śmierci. Jak mówi jego siostra, Magdalena Sekuła: „Najważniejsze było dla nas jedno: żeby to, co Jan robił, nie zatrzymało się razem z nim.”
Fundatorami są jego rodzice – dziś bardzo obecni w życiu fundacji, zaangażowani, dumni.
Bo widzą, że pamięć o ich synu nie jest zatrzymana w przeszłości — ona pracuje.
Fundacja: pamięć, która działa
Dziś Fundacja nie zajmuje się wspominaniem – zajmuje się człowiekiem. Tym młodym, pogubionym, często wykluczonym. Jej działania nie są przypadkowe — wyrastają wprost z tego, jak pracował Jan. Z jego sposobu myślenia, jego odwagi i wartości.
Jak mówi prezes Fundacji, Małgorzata Regosz-Kaczkowska: „Fundacja powstała po to, żeby robić rzeczy, które Jan robiłby, gdyby żył.”
To zdanie nie jest deklaracją. Jest codzienną decyzją.
Projekt PAKA: tam, gdzie nikt nie patrzy
Jednym z najmocniejszych przykładów tej filozofii jest Projekt PAKA. To program dla chłopaków z zakładów poprawczych — miejsc, do których rzadko zagląda nadzieja. System uczy ich przetrwania, rzadziej — życia.
PAKA robi coś innego. Daje im czas, którego nikt wcześniej im nie dał. Uwagę, której nie znali. I ludzi, którzy nie widzą w nich wyroku, tylko potencjał. To praca psychologów, warsztaty, rozmowy — ale przede wszystkim relacja. Przygotowanie do życia, które dopiero ma się wydarzyć.
Po filmie „Johnny” do Fundacji dołączył Patryk Galewski. Dziś jeździ do poprawczaków w całej Polsce. Chłopcy chcą rozmawiać właśnie z nim. Bo jest prawdziwy, nie opowiada historii z zewnątrz, jest dowodem na to, że można inaczej.
W jednym z poprawczaków powstał mural z wizerunkiem Jana — z inicjatywy samych chłopaków. Nie dlatego, że ktoś im kazał. Dlatego, że ktoś ich kiedyś zobaczył.
Edukacja, która uczy bycia człowiekiem
Drugim filarem działań Fundacji jest edukacja. Ale nie ta, którą mierzy się testami. Jan od początku wiedział, że szkoła nie może kończyć się na wiedzy, a musi uczyć życia. Dlatego dziś Fundacja rozwija Akademię – przestrzeń, w której młodzi ludzie uczą się rzeczy, które stają się kompetencjami przyszłości: jak rozmawiać, słuchać, budować dobre relacje.
W czasach, w których wszystko można sprawdzić w kilka sekund, najtrudniejsze staje się to, co najprostsze: bycie z drugim człowiekiem. Podczas warsztatów młodzi ludzie uczą się patrzeć sobie w oczy, zadawać pytania, być uważnym. A potem robią coś jeszcze prostszego — wspólnie gotują i jedzą. Bo relacje nie powstają na slajdach. Powstają przy stole. Jan Kaczkowski mówił, że “czas jest najcenniejszą rzeczą, jaką możemy dać drugiemu człowiekowi”. W świecie, który ciągle przyspiesza — to zdanie staje się coraz bardziej radykalne.
Dlaczego to robimy?
Bo tak robił ks. Jan Kaczkowski. Dziś wiemy, że jedno spotkanie może zmienić czyjeś życie. Rozumiemy, że gdyby Jan żył, robiłby dokładnie to samo: szedłby do ludzi, szczególnie tam, gdzie inni nie chcą iść – do młodych, pogubionych, skreślonych.
10 lat później – to dopiero początek
Ks. Jana Kaczkowskiego nie ma z nami od dekady, ale jego sposób patrzenia na człowieka nie zniknął. Co więcej – rozprzestrzenił się. Jest obecny w historiach ludzi, w decyzjach, które podejmują, w życiu tych, którzy dostali drugą szansę — i teraz dają ją dalej. To nie jest tylko pamięć. To żywe świadectwo.
Dziesięć lat temu coś się skończyło, ale wtedy też zaczęło się coś, czego skali nikt nie był w stanie przewidzieć. Dziś Fundacja niesie dalej to, co Jan rozpoczął — nie jako obowiązek, ale jako odpowiedzialność.
Są historie, które nie należą do przeszłości – one domagają się dalszego ciągu. Historia Jana Kaczkowskiego jest jedną z nich.
I dzieje się dalej.
Każdego dnia.

mar 25, 2026
Tortille z kurczakiem i chrupiącymi warzywami, wersja z krewetkami, a na deser niezwykle kremowy, kultowy sernik baskijski… Tak smakowało nasze kolejne spotkanie z wychowankami. Choć odbyło się ono w formule online, po raz kolejny udowodniliśmy, że dla Projektu PAKA odległość nie stanowi żadnej bariery, a wspólny stół można stworzyć nawet przez ekran komputera.
W PACE Sopot praca wre od rana do wieczora. Nasza przestrzeń nieustannie tętni życiem – zarówno na żywo, jak i w sieci. W każdym z tych działań kryje się głęboki sens, chęć budowania relacji i przestrzeń na prawdziwe spotkanie drugiego człowieka.
Jako Fundacja stale i blisko współpracujemy z zakładami poprawczymi w Polsce. Naszym celem jest systematyczne, codzienne wspieranie młodych ludzi w ich drodze do pełnej samodzielności oraz budowanie w nich gotowości do odpowiedzialnego życia poza murami placówek. Warsztaty kulinarne są jednym z kluczowych narzędzi tej misji.
Tym razem połączyliśmy siły z Zakładem Poprawczym w Głogowie. Poza samym przygotowywaniem dań, czas ten wypełniły nam szczere rozmowy, mnóstwo śmiechu i – co najważniejsze – poczucie autentycznej bliskości, która całkowicie zatarła granice technologicznych ekranów.
Czasem wystarczy wspólnie przygotowana tortilla, dobre jedzenie i chwila uwagi, aby w życiu tych chłopaków wydarzyło się coś naprawdę ważnego i transformującego.




Sfinansowano ze środków Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach #PROO Ministra do spraw Społeczeństwa Obywatelskiego
mar 18, 2026
Czy można budować głębokie, autentyczne relacje na odległość? Choć spotkania online kojarzą się nam często z dystansem, w Warsztatowni PAKA Sopot udowadniamy, że ekrany komputerów nie muszą być barierą. W minionym tygodniu nasza przestrzeń tętniła życiem, energią i wspólnym działaniem, łącząc siły z placówkami z różnych regionów kraju.
Tym razem szef kuchni Patryk Galewski nie działał sam. Stacjonarnie w Sopocie gościliśmy wyjątkową ekipę – wychowanków z Zakładu Poprawczego w Raciborzu. Z kolei za pomocą łączy internetowych przenieśliśmy się prosto do Zakładu Poprawczego w Głogowie. Towarzyszyła im pani Marta, wychowawczyni i bez wątpienia prawdziwie „ZApakowana” osoba, która z ogromnym sercem wspiera nasze wspólne działania na miejscu.
Dwie różne przestrzenie i miasta, ale jedna, wspólna misja. Podczas tego spotkania cel był jasny: „garowaliśmy” nie tylko pyszne jedzenie, ale przede wszystkim to, co w Projekcie PAKA najważniejsze – RELACJE.
To spotkanie pokazało, że budowanie więzi nie wymaga codziennej fizycznej obecności obok siebie. Czasem dzielą nas setki kilometrów, ale współczesne technologie w połączeniu z możliwościami, jakie daje PAKA Sopot, pozwalają nam spotykać się w zupełnie inny, nowatorski sposób. Możemy się widzieć, wspólnie działać, rozmawiać i dbać o to, by stworzone więzi stale się umacniały.
To wyjątkowe, hybrydowe spotkanie udowodniło kilka kluczowych rzeczy:
Można wracać do PAKI w ramach przepustek i aktywnie uczestniczyć w jej życiu.
Można wspólnie gotować, wymieniać się doświadczeniami i uczyć nowych rzeczy – nawet na odległość.
Można tworzyć trwałe i wartościowe relacje, które nie kończą się za bramą placówki.
I właśnie o to w tym wszystkim chodzi. PAKA to nie tylko programy wsparcia czy warsztaty kulinarne. To rodzina, która oferuje bezpieczną przystań, wspiera w powrocie do społeczeństwa i pokazuje młodym ludziom, że zmiana jest możliwa.

Sfinansowano ze środków Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach #PROO Ministra do spraw Społeczeństwa Obywatelskiego
mar 11, 2026
Ostatnio mieliśmy okazję połączyć dwa odległe punkty na mapie Polski – Głogów i Sopot. Trzech wychowanków z Głogowa (Wojtek, Kuba i Roland) odwiedziło Patryka w stacjonarnej PACE Sopot. Reszta grupy łączyła się z nami zdalnie. Choć w linii prostej dzieliło nas ponad 400 kilometrów, dzięki technologii i wspólnej pasji czuliśmy się tak, jakbyśmy siedzieli przy jednym stole.
Warsztaty kulinarne były pełne smaków i zapachów:
- W Głogowie na talerzach pojawił się pyszny łosoś z grillowanymi warzywami – jako mała, kulinarna namiastka morza.
- W Sopocie królowała soczysta pierś z kurczaka, przygotowana wspólnie przez uczestników stacjonarnych warsztatów.
To spotkanie to kolejny dowód na to, że PAKA łączy ludzi bez względu na odległość i życiowe zakręty.
To dopiero początek wspólnych planów na najbliższe miesiące. Teraz Głogów przygotowuje się, by ugościć przyjaciół z Sopotu. Z kolei już w kwietniu szykuje się kolejny wyjazd chłopaków do PAKI – będzie to doskonała okazja, by odwiedzić gdańskiego Neptuna i ponownie zintegrować się w gronie naszej pakowej rodziny.

Sfinansowano ze środków Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach #PROO Ministra do spraw Społeczeństwa Obywatelskiego